Adam Adamus przedstawia sylwetki kolegów z drużyny

W poprzedniej części swoich wspomnień pan Adam Adamus opowiedział o najbardziej znanym zawodniku jaki kiedykolwiek grał w Avii, Januszu Żmijewskim. Dziś przedstawiam sylwetki pozostałych piłkarzy naszego klubu nakreślone przez mojego rozmówcę. Na powyższym zdjęciu stoją od prawej: Wiesław Grudziński, Franciszek Golik, Andrzej Oryszko, Ryszard Andrzejczak, Ireneusz Adamus i Adam Adamus. Na dole od lewej: Edward Niedźwiedzki i Kazimierz Motylewski. Fotografia została wykonana w lecie 1973 roku, przed debiutem Avii w II lidze.

 

Bramkarze

 

Marek Maciejewski i Kazik Motylewski rywalizowali o pierwszeństwo w wyjściowym składzie. Mieli podobne walory: dobrą technikę bramkarską, niezłą sprawność fizyczną. Brakowało im jak na mój gust trochę wzrostu. Myślę, że ta rywalizacja wyszła na dobre im samym, tak jak i całej drużynie. Sam fakt że ”Motylem” zainteresowała się Miedź Legnica też o czymś świadczy. Obaj już byli żonaci i nie wdawali się za dużo w tzw. życie towarzyskie. Mieli szlaban, ale i tak kilka wspólnych imprez zaliczyliśmy. Pamiętam obaj mieli bardzo sympatyczne żony.

Pamiętam pewną historię związaną z Markiem i jego żoną Gabrysią. Otóż na meczu bodajże w Białymstoku Marek doznał poważnej kontuzji i musiał pozostać tam w szpitalu. Drużyna wróciła do Świdnika bez niego. Biedna Gabrysia martwiąc się o Marka przyszła wieczorem do naszego hotelu chcąc się dowiedzieć coś na temat męża. Trener Mieczysław Gracz wyjechał do Krakowa, chłopaki poszli na pomeczową imprezę. Pozostałem tylko ja, gdyż miałem gorączkę i nie w głowie było mi imprezowanie. Recepcjonistka wpuściła Gabrysię na piętro do mojego pokoju. Wypiliśmy kawkę pogadaliśmy z pół godziny. Starałem się jak umiałem ją pocieszać, że z Markiem nie jest tak źle. Oczywiście – wiadomo: małomiasteczkowe obyczaje – wybuchła afera, że pewnie Bóg wie, co się działo w pokoju. Nawet sam trener Gracz zajął się dochodzeniem. Trzeba przyznać że Gabrysia była atrakcyjną dziewczyną, ale ani mnie, ani jej nie przyszły do głowy jakieś głupoty.

Będąc kiedyś z trampkarzami Bałtyku na turnieju w Krasnymstawie, wykorzystałem moment by przyjechać do Świdnika z myślą załatwienia z zakładu tzw. Rp7, potrzebnego do ustalenia kapitału początkowego przed czekającą emeryturą. Na dyżurce zadzwoniłem do kadr grzecznie się przedstawiając, a tu niespodzianka. Telefon odebrała dawna koleżanka z którą balowało się min. w