Adam Adamus wspomina: – Na Avię namówił mnie brat

W tym roku przypada okrągła czterdziesta rocznica pierwszego awansu Avii do II ligi. Z tej okazji prezentuję dziś pierwszą część wspomnień jednego z głównych autorów tego sukcesu. Adam Adamus, bo właśnie o napastnika Avii z początków lat 70-tych chodzi, mieszka dziś w Gdyni i pracuje jako nauczyciel wychowania fizycznego w tamtejszym Zespole Szkół Mechanicznych. Pomimo tego, że ostatnio boryka się z kłopotami zdrowotnymi, na prośbę o podzielenie się wspomnieniami ze świdnickich czasów zareagował bardzo pozytywnie. Od razu stwierdził: – Cieszy mnie, że ktoś ma taką pasję i chce przekazywać takie informacje potomnym. Oczywiście z przyjemnością opowiem panu na pytania i postaram się dodać coś bardziej lub mniej istotnego od siebie. Cieszę się, że trafił mi się ktoś taki jak pan, gdyż pobyt w Świdniku bardzo mile wspominam z różnych powodów, szczególnie zaś sportowych. Uważam, że w Avii osiągnąłem apogeum piłkarskich możliwości. Później, mimo że grałem także w pierwszej lidze, przyplątały się różne kontuzje i gra nie sprawiała mi już tyle radości co właśnie w Avii.

Starsi kibice oczywiście to wiedzą, ale młodsi niekoniecznie, przypominam więc, że Adam Adamus grał w żółto-niebieskiej koszulce przez trzy sezony (lata 1971-74). Zdobył pierwszą bramkę dla Avii w rozgrywkach II ligi. Był zresztą najlepszym strzelcem zespołu w drugoligowym debiucie. W Świdniku świetnie się wypromował, bo zgłosiła się po niego Legia Warszawa. Potem trafił do Bałtyku Gdynia, z którym wywalczył awans do I ligi i od razu – już jako trener – zdołał nie tylko utrzymać miejsce w elicie, ale po jesieni był wiceliderem, a w końcowej tabeli zabrakło mu punktu do miejsca na podium. Przez lata prowadził wiele ligowych drużyn, jak choćby Piasta Gliwice, Arkę Gdynia, czy Glinika Gorlice. Ale zacznijmy opowieść od początku…

Adam Adamus (z lewej) wraz z kolegami z zespołu juniorów Błękitnych Kielce w latach 60-tych XX wieku. W środku Wiesław Grzybowski, a z prawej Janusz Koneckiewicz.


Oko w oko z Piechniczkiem

Najpierw zapytałem mojego rozmówcę o początki kariery oraz okoliczności w jakich znalazł się w Świdniku:

Jestem wychowankiem Błękitnych Kielce, klubu obecnie już nieistniejącego, którego stadion mieścił się dokładnie w tym miejscu gdzie dzisiaj gra Korona Kielce. Ciekawostką może być fakt, że w swoim debiucie seniorskim w Błękitnych w meczu ze Stalą Mielec (spadkowicz z ówczesnej II ligi) strzeliłem bramkę głową Zygmuntowi Kukli. Miałem wtedy 17 lat. Moimi pierwszymi trenerami byli Zdzisław Ziemba i Marian Jabłoński, a już w seniorach znany na Lubelszczyźnie Leon Kozłowski, później zaś były gracz Wisły Kraków Mieczysław Jezierski. Piłkarzem Błękitnych był wtedy Ryszard Kleszcz, były gracz Avii, który słynął ze wspaniałej gry głową. Później grał tam z dużym powodzeniem znany w Świdniku Romek Szpakowski.

Błękitni byli klubem milicyjnym czyli gwardyjskim. Kiedy znalazłem się w wieku poborowym generalicja MON i MSW nie mogła się dogadać gdzie mam służyć, a właściwie grać. Najpierw znalazłem się na siedem miesięcy w Krakowie w jednostce MON konkretnie tylko trenując i stacjonując w ośrodku wojskowego klubu sportowego Wawel. W końcu jednak wylądowałem jednostce MSW w stolicy, co oznaczało, że zostałem zawodnikiem tamtejszej Gwardii. Tam też będąc w szerokiej kadrze I-ligowego zespołu zarobiłem pierwsze poważniejsze pieniądze. Rozegrałem kilka spotkań na poziomie pierwszej ligi. Debiutowałem w meczu z Ruchem w Chorzowie na lewym skrzydle, a moim bezpośrednim przeciwnikiem na prawej obronie był sam Antoni Piechniczek. Ruch wygrał 1:0 po bramce Zygmunta Maszczyka. Katowicki ”Sport” zatytułował relację z tego meczu „Urzekający nokturn przy światłach na Cichej”.

Żywe sreberko

Większość meczów grałem w III ligowych rezerwach. W Gwardii trenowali mnie tacy trenerzy jak Jurij Kuzniecow (był reprezentantem ZSRR), Marian Szczechowicz, Henryk Szczepański, Bogusław Hajdas. Właśnie trener Szczepański zaproponował mi grę w Olimpii Poznań, gdzie został trenem. Ja wówczas, to jest jesienią 1970, ukończyłem służbę wojskową. Skorzystałem z oferty. Niestety Olimpia była na ostatnim miejscu w II lidze i spadliśmy. I właśnie w letniej przerwie 1971 r . zadzwonił mój brat Irek, że tworzy się w Świdniku nowa siła piłkarska za sprawą trenera Mieczysława Gracza i ściągniętych przez niego tzw. ”krakusów” (należeli do nich Ireneusz Adamus, Janusz Sputo i Franciszek Golik). Co ciekawe Gracz w o